Tymek
Rozdział V
Posiadówa u Tymka
Marcel - gość zawsze pewny siebie, no chyba, że ktoś zapyta o jego wzrost. Próbuje maskować ten kompleks dbając o siebie z niebywałym polotem, a przynajmniej ja tak to odbieram. Modne stylizacje i garnitury, jakby świeżo wyjęte z witryn luksusowych sklepów. Niejedna kobieta obracała się za nim. Włosy? Musiały być idealne. Nawet podczas takich luźnych spotkań jak to.
Solidnie polałem w czasie, kiedy Marcel załatwiał potrzebę. Ciekawa rozmowa znacznie podkręciła tempo spożywania i zanim się zorientowałem, połowy butelki już nie było. Mój organizm, przytłoczony procentami, powoli wtapiał się w fotel. Przyjemna mgła zaczęła otulać umysł, koić zmysły, a reszty ekipy ani widu, ani słychu.
- A jak tam z Julką? - zagadał Marcel, kończąc zapinać rozporek.
- Spoko, normalnie. Bez zmian.
- Wczoraj nieźle wyglądała w szkole
- Żałuj, że jej nie widziałeś potem.
- Do tego wolna chata.
Spojrzałem na niego z uśmiechem, bo znałem go na tyle dobrze, by z łatwością przewidzieć kolejne słowa.
- Było ostro, co?
Stary poczciwy żigolo, który dzieli się swoimi przygodami, ale też musi wszystko wiedzieć. Wiele z jego damsko-męskich historii musiałoby w kinie dostać znaczek Parental Advisory.
- Właśnieee bez fajerwerków - odpowiedziałem z grymasem rozczarowania.
- Uuu, no cóż, zdarza się - Marcel klepnął mnie w ramię. - A Ty przed Julą szturchałeś inną?
Przeskanowałem szybko album wspomnień. Tańce przytulańce, gra w butelkę owszem w gimnazjum były, ale to z Julą przeżyłem swój „pierwszy raz”. Co prawda, był to raczej bieg na setkę niż maraton i ogólnie mocna żenada, ale w końcu doświadczyłem tego na żywo, zamiast na ekranie telefonu.
- Nieee, Jula pierwsza.
- Tak sobie pomyślałem. Jak wam się perfekcyjnie ułoży, to w życiu powąchasz tylko jedną cipkę.
- Chyba, że zostaniemy swingersami.
- Julka i swing?! - Marcel parsknął.
- A zaskoczyłaby Cię, co? - zażartowałem.
- Jakby co to dzwoń po mnie.
- Julka jest zajebista. Mega się dogadujemy, lubię spędzać z nią czas. Tylko ten seks… - zastanawiałem się jak to ubrać w słowa. - Brakuje w nim jakiejś iskry, pożądania. Doskonale wiem co się wydarzy, jakbym czytał wcześniej scenariusz. Aż sam czasami unikam, siedzę dłużej po prysznicem, bo po prostu nudy. Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio ona coś zainicjowała.
Marcel patrzył na mnie za zrozumieniem, ale nie komentował.
- A u Was jak? - odwróciłem pytanie.
- Z Dagą jest inaczej, ona chce cały czas. Czasami mam wrażenie, że jest nie do opanowania.
- Serio?
- Nockę ciężko przespać, bo Cię budzi lodzikiem.
- Zazdro.
- Nooo, Dagmara jest… - teraz to Marcel szukał odpowiedniego słowa. - powiedzmy dzika w swojej pomysłowości. Z tym, że u nas to mi się nie chce i ona na siłę inicjuje.
- Kurde, dziwne. Przecież obu nas właściwie wychowała pornografia.
- Życie. A wy od początku tak mieliście?
- Ja wiem? Na początku był trochę ogień. Częściej, różne miejsca, pozycje.
- No to jak na początku było dobrze to picco bello. Znak, że da się naprawić. Gadałeś z Nią o tym? - zapytał Marcel.
- W sumie na poważnie to nie. Jakimiś tam półżartami próbowałem.
- To masz swoją odpowiedź. U nas to raczej ja daję dupy. - Marcel zamarł na chwilę, widząc uśmiech na mojej twarzy. - Znaczy w przenośni. Dobre ruchanie, to ważna sprawa, ale fest ciężko się zgrać.
Ostatnie zdanie wybrzmiało podwójnie w mojej głowie. Często dostaję od niego tego typu myślowe asysty. To sprawia, że uwielbiam mentalne potyczki między nami.
- No właśnie. Zdziwiłem się jak mówiłeś, że Tobie nie o seks chodzi.
- Nie TYLKO o seks - sprostował Marcel.
- Jak ja bym był dupiarzem, to tylko rżnięcie by mnie interesowało.
- W takim razie to nie sport dla Ciebie. Każde spotkanie, to mniej niż dwadzieścia procent na ściągnięcie majtek. - Marcel przyjrzał mi się dokładnie. - Z Twoją aparycją niecałe dziesięć.
Koniec fragmentu
Rozdział V dopiero się rozkręca.
Cała książka to 32 rozdziały i pięć głosów. Ciąg dalszy jest na papierze i w e-booku.
Zamów książkę